Rodzinny zespół złożony z załóg ojców i synów – Macieja Domżały i Rafała Martona oraz Arona Domżały i Macieja Martona osiągnęły metę Rajdu Dakar w Qiddiya. Załoga „młodych wilków” liczyła na lepszy wynik, ale awarie odebrały im szansę walki o czołowe lokaty. Ojcowie przyjęli taktykę rozważnej, bezawaryjnej jazdy, która doprowadziła ich do podium w klasie seryjnych pojazdów UTV.

Ostatni etap, jak co roku okazała się już tylko formalnością. – Odcinek pokonaliśmy bez większych przygód. Uszkodziliśmy felgę i straciliśmy około cztery minuty na wymianę koła, ale poza tym była to bardzo przyjemna trasa i dobre pożegnanie z rajdem – komentował Aron Domżała, po ukończeniu ostatniego etapu zmagań.

Warszawski kierowca i jego pilot Maciej Marton przyjechali na Dakar z ambitnym celem walki o czołowe lokaty. Swój potencjał pokazali już pierwszego dnia, pewnie wygrywając otwierający rywalizację etap. Poważne awarie na drugim etapie odebrały im już szansę walki o czołowe miejsca. „Synowie” zaczęli mozolnie piąć się w górę, by w końcu awansować do pierwszej „dziesiątki” rajdu. Tam niestety czekało kolejne rozczarowanie. Współpracy odmówił silnik. Jego wymiana oznaczała karę czasową w wymiarze 50 godzin i spadek na ostatnie miejsce.

Jeśli chodzi o wynik sportowy liczyliśmy z Maćkiem na więcej. Mimo to jesteśmy zadowoleni, bo miejsce w klasyfikacji to nie wszystko. Obie załogi naszego zespołu ukończyły rajd, czego nie udało się dokonać rok temu. Co więcej tatowie z bardzo dobrym rezultatem – na trzecim miejscu w klasie seryjnych pojazdów UTV. To było naprawdę wspaniałe przeżycie, by w całości polskim zespołem, z duetami ojców i synów przejechać ten rajd – podkreślił młody kierowca.

Nasz start miał swoje plusy – kontynuował podsumowanie. – Pięć razy byliśmy na etapowym podium, a jeden oes wygraliśmy. Na pewno trzeba się będzie zastanowić, co poszło nie tak. Teraz wiemy, że aby zapracować na dobry wynik w Dakarze, musi się złożyć wiele czynników. Jeżeli chcielibyśmy przyjechać za rok, to na pewno lepiej się przygotujemy.

Rafał Marton komentując swój start u boku Macieja Domżały zachował charakterystyczną dla siebie zwięzłość. – Znam takich zawodników którzy potrafią pisać eseje o niczym, ale ja nie potrafię opisać tego uczucia.To jedna z takich chwil, dla których warto żyć i które warto wspominać kiedy jest człowiekowi ciężko. Nie wiem jak opisać te emocje, ale warto było katować się przez dwa tygodnie – podsumował z uśmiechem.

Z jednej strony trochę smutno, że to już koniec, ale z drugiej rajd mocno dał nam w kość! Cieszymy się więc bardzo z powrotu do domu i spotkania z bliskimi. Musimy też podziękować naszym mechanikom i całemu zespołowi, bo zrobili świetną robotę i ciężko pracowali przez ostatnie dwa tygodnie! – zakończył Aron Domżała.

12. etap:
1. Reinaldo Varela(BRA) 1:36.19
2. Austin Jones (USA) +3.18
3. Siergiei Kariakin(RUS) +3.40

11.Aron Domżała/Maciej Marton (POL) +8.46
21. Maciej Domżała/Rafał Marton (POL) +16.05

Klasyfikacja Rajdu Dakar:
1. Casey Currie (USA) 53:25.52
2. Siergiej Kariakin (RUS) +39.12
3. Francisco Lopez (CHL) +52.36

12. Maciej Domżała/Rafał Marton (POL) +7:27.26
30. Aron Domżała/Maciej Marton (POL) +54:58.57

Mat. pras. Domżała Team